[Ten tytuł jest prywatny]

Zwięźle o prywatności:

  • Ta witryna to nacotokomu.pl.
  • Właścicielem tej witryny oraz administratorem danych osobowych, zbieranych na nacotokomu.pl, jest admin, czyli Andrzej Grzenda.
  • Powyższe dane osobowe to adres IP, ujawniany adminowi przy okazji dodawania komentarza na stronie.
  • nacotokomu.pl jest podpięte pod Google Analytics, które zbiera liczne dane dla celów statystycznych.
  • nacotokomu.pl przechowuje na komputerze użytkownika ciasteczka, choć nie musi tego robić. Użytkownik może je po prostu usunąć.
  • Admin nikomu nie udostępnia wyżej wymienionych danych osobowych. Przechowywane są one bezterminowo, ale na prośbę mogą być usunięte.
  • Powyższe zasady mogą ulegać zmianom wraz ze zmianami na nacotokomu.pl. Wtedy admin dołoży starań, aby zostały odpowiednio zaktualizowane.

Tyle wystarczyłoby. Ale…

Trochę obszerniej:

O co z tym chodzi? Czemu nie ma normalnego tytułu? Na co komu są te całe polityki prywatności? Z tym wiąże się wiele historii, i to starych. W Polsce najistotniejsza była data całkiem nowa: 25.05.2018 r., kiedy to w życie weszła ustawa o RODO (rozporządzenie o ochronie danych osobowych), a naród spanikował. To ostatnie było na szczęście sporą przesadą. Fundamentem wszystkich nakazów i zakazów, które wynikły z RODO, była chęć ochrony prostych ludzi przed – w skrócie mówiąc – złodziejstwem.

Kradzież danych osobowych to rzecz nieraz bardziej wredna i podstępna niż kradzież pieniędzy czy przedmiotów. Opróżnienie portfela z nawet kilkuset złotych boli, to prawda. A cóż może zaszkodzić coś tak banalnego, jak adres IP? Zobaczmy:

Zenek jest zagorzałym fanem bloga o różowych jednorożcach i uskrzydlonych alpakach. Pojawia się na nim masa artykułów i zdjęć, a każde z nich szeroko komentuje… w czasie, gdy powinien pracować. Admin bloga zauważa to i z ciekawości namierza jego IP, stąd łatwo zgaduje, że Zenek pracuje w PolKorpo. Tak się składa, że kolega admina, Heniek, również tam pracuje. Admin zatem przy piątkowym spotkaniu beztrosko dzieli się wiadomością o Zenku, wielkim fanie z PolKorpo, który napisał 900 komentarzy w zeszłym miesiącu. Heniek słucha, śmieje się i w poniedziałek wywala Zenka z roboty.

Bo akurat był jego przełożonym… A dotychczas tylko podejrzewał, kto się miga od pracy. Teraz już wie na pewno. Więc:

  • Zenek burzy się, skąd się mógł szef dowiedzieć i pluje sobie w brodę za te głupie komentarze. Pisze jeszcze jeden, żaląc się ze swojej straty. Truchleje na myśl o szukaniu nowej pracy.
  • Heniek znów ma wyrzuty, że kogoś zwolnił, ale PolKorpo ma twarde zasady. Teraz szuka kogoś na jego miejsce, bo znów zabraknie rąk do pracy.
  • Admin czyta komentarz Zenka i zdaje sobie sprawę, co palnął nieopatrznie koledze. Znajduje kwoty grzywien za naruszenie ochrony danych, które mu grożą. Blednie jak ściana.

Sytuacja może trochę naciągana, ale obrazuje, że zarządzanie cudzymi danymi to wzięcie odpowiedzialności za coś cennego. Problem w tym, że ciężko z góry przewidzieć, jak cennego! W 99% przypadków adres IP nie ma wielkiego znaczenia, ale jednak, czasem…

A to jest maleńki pikuś. Internet wrósł w naszą cywilizację jak grzybnia w glebę. Co znaczy, że wie o niej bardzo, bardzo dużo. Są w nim zakątki, które:

  • przechowują ogrom poufnych informacji (pamięć w chmurze),
  • władają prywatnymi majątkami (banki),
  • monitorują ludzkie życie (systemy szpitali i służb ratowniczych),
  • zarządzają armiami i bronią (serwery wojskowe),
  • manipulują opinią całych społeczeństw (medialne kampanie polityczne),
  • kryją nielegalny handel i przestępstwa (dark web).

Instytucje, którym powierzono jakiekolwiek dane, muszą dbać o ich ochronę… o ile chcą być legalne. Nie jest to najprostsze:

O matuchno, to ja aż tyle danych niewinnych ludzi przechowuję?! Nie wiedziałem! Muszę je zabezpieczyć w sejfie i wynająć ochroniarza, a najlepiej spalić komputer!

Heniek, spanikowany twórca

O matuchno, Internet zewsząd straszy, że coś ode mnie zbiera! Ja nie oddam, ratunku! Muszę wynająć ochroniarza, a najlepiej spalić komputer!

Zenek, spanikowny czytelnik

Spokojnie!

RODO powstało po to, aby ulepszyć ochronę tychże danych. Sęk w tym, że po wspomnianym 25.05.2018 r. zarówno prości czytelnicy Internetu, jak i jego twórcy zyskali nowe obowiązki. Pierwszy krok do lepszej ochrony to poinformowanie przez twórcę tak, żeby użytkownik zrozumiał, jak cenne mogą być podawane informacje. Stąd te wszystkie zawiłe zapisy o politykach prywatności. Osobiście postarałem się streścić i uprościć, jak tylko mogłem.

Cały problem w tym, że boimy się tego, czego nie rozumiemy. Ot, taki psychologiczny mechanizm… ale to inna historia. Z niego wynika cała obustronna panika, bo nastąpiło zderzenie świata Internetu ze światem prawa. Niestety nie mają one wspólnego języka, więc o zrozumienie trudno.

Co poradzić? Uczyć się, drodzy moi! I nie panikować, bo Internet i prawodawstwo są dla ludzi!

Do zobaczenia wkrótce!