Tytułowe pytanie nie ma oznaczać zgubienia się w polu kapusty. Chodzi o pytanie: jak to się stało, że na Ziemi pojawiły się istoty tak inteligentne, żeby w ogóle zadawać sobie jakieś pytania? Jedno z tych wielu pytań w rodzaju „jak to się stało?”

Na wzór i podobieństwo…

Można to zbyć prostym: bo Bóg/Moc/Siła Wyższa tak chciały. Super, nic to nie wyjaśnia. Wyjaśnienie to, oczywiście, ewolucja! Na marginesie, te dwa wytłumaczenia sobie nie przeczą. Da się jednocześnie być religijnym i poszukiwać wiedzy naukowej, ale to inna sprawa i długa historia.

Ewolucja to jest dopiero rzecz! Ale…

Ewolucyjne mechanizmy biochemiczne, genetyczne, środowiskowe czy behawioralne to materiał na opasłą książkę. One ukształtowały nieprawdopodobną różnorodność gatunków. Z tego, co wiemy, tylko jeden w historii osiągnął wysoką inteligencję: ludzie. Wniosek jest prosty: w przyrodzie inteligencja bardzo rzadko jest potrzebna! Ta nasza wyniknęła ze splotu okoliczności. Wśród odległych przodków ludzi musiały pojawiać się pewne cechy, które sprawiały, że to ten sprytniejszy osiągał sukces: miał więcej potomstwa. Jakie to cechy?

Życie w grupach

To bardzo stara technika przetrwania. W zgranej grupie można skuteczniej odganiać drapieżników i polować. Lepiej wykorzystuje się czas: gdy jedni zdobywają jedzenie, inni mogą budować gniazda czy ostrzyć patyki na polowanie. Korzyści są widoczne nawet wtedy, gdy osobniki nie współdziałają, tylko przebywają razem (np. w koloniach lęgowych ptaków). Ale jest znacznie lepiej, jeśli potrafią się dobrze porozumiewać. To pozwala uczyć innych polowania czy drogi do wodopoju. Tyle, że komunikacja wymaga pewnej inteligencji.

Zwierzęta tworzą czasem międzygatunkowe stada…
…ale to ludzkie stada są najbardziej skomplikowane.

Mięsożerność i polowanie

Wiele drapieżników używa konkretnej metody polowania, np. podkradania się, tropienia, robienia zasadzek. Im więcej i lepiej poznasz sposobów, tym większa szansa na obiad. Polowanie, które nie polega tylko na instynkcie, wymaga więc nauki! Zwłaszcza polowanie w grupach, przy użyciu ostrych patyków (kamieni, kości, dzidy, karabinów…). Przy okazji, mięso jest przeciętnie bardziej odżywcze niż roślinność. Dlatego mięsożercy w porównaniu z roślinożercami typowo mają mniejsze układy pokarmowe, które działają szybciej i zużywają mniej energii. Co sprawia, że praludzie mieli więcej energii na wymyślanie, jak by tu sobie ulepszyć życie. To jest hipoteza łowiecka – postulat, że powszechność polowań przyspieszyła ewolucję człowieka.

Chwytanie przedmiotów

Dawne małpy potrzebowały przeciwstawnych kciuków do chwytania gałęzi. Tak się składa, że umożliwiają one też używanie kijów i kamieni do walki czy strącania owoców. Ale nawet najprostszego narzędzia trzeba się nauczyć używać, co wymaga inteligencji. Sprytniejsze małpiszony wymyślały lepsze narzędzia i lepiej uczyły innych, jak je zmajstrować i używać. Zaostrzonym patykiem walczy się lepiej niż tępym – ale trzeba umieć go zaostrzyć! To wymagało zręcznych rąk i palców, dlatego ważna jest następna cecha.

Orangutany mają kciuki na rękach i nogach…
Orangutany mają kciuki na rękach i nogach… (źródło)
…a pandy mają pięć palców plus niby-kciuk.
…a pandy mają pięć palców plus niby-kciuk. (źródło)

Dwunożność

Ok. 10 mln lat temu klimat Ziemi zaczął się ochładzać, co później skończyło się serią zlodowaceń. Skutek to osuszenie klimatu w Afryce. Dżungle zmniejszyły się, a zastąpiły je sawanny, gdzie z konieczności przeniosła się część leśnych małp. Tam przydała się umiejętność wypatrywania zagrożeń i zdobyczy ponad poziomem traw (ok. 1 m), w wyprostowanej pionowej pozycji. Tylne kończyny wzmocniły się więc, by utrzymać masę ciała, a przednie zostały od tego uwolnione. Mogły więc być delikatniejsze, ale za to zręczniejsze – zdolne do zgrabnego posługiwania się narzędziami.

Opanowanie ognia

Intensywnie pracujący mózg zużywa dużo energii. Żeby ją dostarczać, trzeba dobrze zjeść. Najlepiej, żeby nie trzeba było zużywać dużo energii ani na trawienie, ani na zdobywanie jedzonka. Ponadto nauka trudnych rzeczy wymaga lat czasu, więc lepiej żyć długo. Czyli odżywiać się zdrowo, jak najmniej przypadkowych zatruć. Żadnych pasożytów i mikrobów w jedzonku! Rozwiązanie? Ogień!

– Ej, Zenek, ten szczur się tak trochę sfajczył w pożarze i jest pyszny! Może by tak się nauczyć robić małe pożary, żeby robić smaczniejsze szczury?

– We łbie ci się poprzewracało, Heniek?!

Wynalezienie gotowania, milion czy dwa miliony lat temu.

Według tzw. hipotezy gotowania, na rozwój inteligencji wpłynął właśnie ogień. Pozwala on zamienić mnóstwo rzeczy ledwo jadalnych w pożywne i smaczne – jak choćby ziemniaki. Zabija także większość chorobotwórczych zarazków – a surowe mięso z dziczy jest ich pełne. To otwiera nowe możliwości odżywiania się, a także zmusza do myślenia i zachęca do łączenia się w grupy. Bezpieczne używanie ognia wymaga przecież inteligencji, zwłaszcza jeśli trzeba go rozpalać od zera. Ognisko staje się miejscem zgromadzeń. Światło ognia daje możliwość robienia różnych rzeczy po zachodzie słońca… jak choćby ostrzenie patyków. Nawiasem mówiąc, doniesienia z 2012 r. dowodzą, że pra-ludzie posługiwali się ogniem już milion lat temu – to dość czasu, aby zadziałała ewolucja inteligencji.

Z kawałków przypalonych kości wywnioskowano o używaniu ognia.

Na co to komu? Na naukę pokory.

Istot stadnych są niezliczone masy – w pewnym sensie nawet bakterie. Gatunki drapieżne można wymieniać tysiącami, w tym nawet rośliny. Niejedno zwierzę potrafi chwytać przedmioty – zębami, czułkami, mackami, szponami, dziobami, ogonami. Manipulowanie nimi to rzadkość, ale się zdarza – umieją to np. ośmiornice i kruki.

Co z tego? Powyższe czynniki nie są wcale bardzo wyjątkowe. W przypadku Homo po prostu splotły się razem, co powoli doprowadziło do inteligencji, która wysyła rakiety w kosmos.

I stąd płynie ta mądrość: Inteligencja wcale nie czyni ludzi lepszymi! Ona jest kosmicznym zbiegiem okoliczności, który pozwolił nam w pewnym sensie podbić Ziemię. W oczach Matki Ziemi nie jesteśmy ważniejsi niż najlichszy z robaków.